Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się proste: mamy swoje poglądy, swoje emocje, swoje decyzje. Wydaje nam się, że to, co myślimy o sobie i o świecie, jest „nasze”. A jednak w praktyce bardzo często okazuje się, że wiele z tych myśli to echo czyichś słów sprzed lat. Zdarza się, że w gabinecie słyszę:
– Wie pan, to taki głos w mojej głowie, który nie pozwala mi się cieszyć, który mówi, że to, co robię nie ma sensu…
Gdy dopytuję, do kogo należy ten głos, pada odpowiedź:
– Tak mówiła do mnie mama/tata…
Psychologia nazywa to zjawisko internalizacją. Dotyczy ona absolutnie każdego – dzieci, nastolatków i dorosłych. I ma ogromny wpływ na to, jak żyjemy, jakie podejmujemy decyzje i jak traktujemy samych siebie. Czy jesteśmy wobec siebie wspierający, czy wprost przeciwnie – krytyczni i raniący, sabotujący swoje działania.
Czym właściwie jest internalizacja?
Najprościej mówiąc: internalizacja to proces, w którym przejmujemy od innych ludzi ich sposób myślenia, wartości, przekonania czy normy – i zaczynamy traktować je jak własne. Im częściej pada dany komunikat, tym wyraźniej „wdrukowuje się” w to, co myślimy o sobie i innych ludziach.
Na początku są to komunikaty z zewnątrz:
- od rodziców,
- nauczycieli,
- rówieśników,
- ważnych dla nas dorosłych.
Z czasem jednak przestajemy słyszeć ich głos. Zamiast tego pojawia się nasz wewnętrzny monolog.To właśnie moment, w którym cudze słowa stają się naszymi myślami. Święcie wierzymy, że to „nasze” a nie „cudze”. Święcie wierzymy, że to prawda o nas, a nie o tych, którzy takie słowa kierowali w naszą stronę. Często nie mamy nawet świadomości, że to wyłącznie narracja kogoś o nas, a nie prawda obiektywna o różnych naszych poczynaniach, o tym, co jest dobre a co złe, co wypada lub nie wypada, co pochwalamy, a co nam nie służy.
Wszystko zaczyna się w… dzieciństwie.
Internalizacja zaczyna się bardzo wcześnie. Dziecko uczy się świata głównie przez relacje – słucha, obserwuje i chłonie to, co mówią i robią dorośli. Nie mam tu jednak na myśli żadnych wiekopomnych idei. Najczęściej są to drobne, powtarzające się zdania z ust osób dla nas ważnych, często najważniejszych w danej chwili:
- „Nie przesadzaj”
- „Nie ma się co mazać”
- „Bądź grzeczny”
- „Musisz się bardziej postarać”
Dla dorosłego to może być niewinna uwaga. Dla dziecka to informacja o tym, jakie emocje są dozwolone, jakim trzeba być, żeby zasłużyć na akceptację. Czego nie robić, by być w porządku. W jaki sposób działać, by zadowolić innych. To również komunikat odnoszący się do tego, co dla mnie dobre, potrzebne, użyteczne.
Dziecko wszelkie komentarze pod swoim adresem chłonie i przyjmuje jak gąbką. Z czasem rodzic/ opiekun nie musi już nawet wyrażać tego, co sądzi o swoim dziecku cz nastolatku. On/ona dobrze to wie, przyswaja to, jako coś „swojego”, niezbywalnego, coś, z czym się nie dyskutuje, coś, co jest i kropka. Zaczyna więc samo mówić do siebie:
- „Nie powinienem tak czuć”
- „Jestem za słaby”
- „Muszę być lepszy”
Tak rodzi się wewnętrzny głos, który często towarzyszy nam przez lata. Przyjmując go jako obiektywna „prawda” o nas często dopiero, gdy trafiamy na terapię mamy możliwość zastanowienia się, dlaczego o sobie myślę w ten sposób. Spotkania z terapeutą dają bezpieczną przestrzeń do odkrycia, że to, co o sobie myślimy, często nie do końca jest „nasze”. A jeśli takie nie jest, to kto i w jakich okolicznościach sprawił, że właśnie tak postrzegamy nasze szanse i wyzwania, nasze małe sukcesy lub wielkie porażki?
Właśnie przez ten krytyczny głos często umniejszamy swoim szansom na zmianę. Właśnie przez ten krytyczny głos podejmujemy często decyzje, które nam nie służą.
Właśnie przez ten krytyczny głos sabotujemy swoje działania.
Właśnie przez ten krytyczny głos nie mamy wiary we własne możliwości, swoje atuty i zasoby, a nasze poczucie wartości i „pewność”, że nam się nie uda, że nie zasługujemy itd. jest tak silna. Ta „pewność” często jest niezachwiana, niezależnie od tego, co osiągamy, z czym się mierzymy, z tym, co z mozołem pokonujemy na swojej życiowej drodze.
Internalizacja w życiu nastolatków.
Okres dorastania to moment, w którym internalizacja staje się szczególnie widoczna. Nastolatki zaczynają konfrontować to, co wynieśli z domu, z rzeczywistością szkolną i społeczną. Budując swoją tożsamość, chcąc wybić się na osoby niezależne często polegają na tych zniekształconych przez innych myślach, które zamiast wspierać i napędzać do działania, powstrzymują przed wieloma aktywnościami.
„Nigdy nie jestem wystarczająco dobra”.
Wyobraźmy sobie dziewczynę, która przynosi do domu sprawdzian z matematyki z trójką. Dla dziewczyny to dobra ocena: choć wie, że rachunki to nie jest jej mocna strona, trójka z wyjątkowo trudnego tematu to wyżyny jej możliwości. Tymczasem, zamiast uznania jej wysiłku, nauki i walki o jak najlepszą ocenę, słyszy:
„A dlaczego nie piątka?”
Często takie lub podobne zdania nie muszą być złośliwe. Częściej wynikają z ambicji rodzica lub słabego rozpoznania możliwości dziecka/ nastolatka. Czasem jest to automatyzm, który zastępuje relację.
Bo ocena jest bardzo ważna.
Bo ocena wyznacza wartość nastolatka jako człowieka.
Bo ocena mówi o wysiłku rodzica, który np. wydaje pieniądze na korepetycje i oczekuje konkretnych, znacznie lepszych wyników.
Problem w tym, że powtarzany komunikat zostaje w głowie i „dojrzewa” razem z córką czy synem. Umacnia się przy każdym słabszym – zdaniem rodziców – stopniu.
I to niezależnie od zaangażowania dziecka.
I to niezależnie od wysiłku dziecka.
Niestety, często też niezależnie od jego/jej możliwości.
Po czasie wspomniana dziewczyna sama przejmuje te myśli i mówi sama do siebie (często bez udziału rodziców lub opiekunów):
- „To za mało”
- „Znowu nie dałam rady”
- „Inni są lepsi”
Nawet jeśli obiektywnie radzi sobie świetnie, przekonanie, że „nie doskoczyła” do oczekiwań jest silniejsze i nie pozwala cieszyć się z nieco mniejszego sukcesu.
„Nie mogę okazywać emocji”.
Wyobraźmy sobie pewnego chłopca, który zgłasza rodzicom problem lub choćby jakąś wątpliwość albo zwierza się z różnych wstydliwych, krępujących dla niego doświadczeń i wciąż słyszy:
„Chłopaki nie płaczą”.
„Nie bądź babą”.
„Nie masz się czym przejmować”.
„Nie przesadzaj”.
Mijają lata. W wieku kilkunastu lat ten sam chłopiec, umacniany w tym, jak ma myśleć o sobie, swoich trudnych wyborach czy wątpliwościach:
- tłumi smutek,
- nie mówi o problemach,
- udaje, że wszystko jest w porządku.
Z zewnątrz może wyglądać na „silnego”. W środku jednak często gromadzi napięcie, złość i bezradność. Przed swoimi rozkminkami ucieka w używki, komputer, zachowania ryzykowne…
To nie jest jego wrodzona cecha – to efekt tego, co zostało zinternalizowane, czyli to, co słyszał, doświadczał, przeżywał „zlewa się” z nim.
„Muszę zadowalać innych”.
Dziewczyna wychowywana w duchu „bądź grzeczna i nie sprawiaj problemów” uczy się jednego: jej potrzeby są mniej ważne niż potrzeby innych. Dlatego w relacjach koleżeńskich, przyjacielskich, romantycznych trudno jej odmówić, nawet wówczas, gdy sama czuje, że pewne propozycje z drugiej strony mogą być przekraczające, niebezpieczne czy przemocowe. Zgadza się więc na rzeczy, których nie chce, nie akceptuje. Robi tak w obawie o możliwy konflikt, ale też zwykłe niezadowolenie, grymas niesmaku kolegi/ koleżanki. Obawiając się konsekwencji swojej odmowy, woli przystać na warunki drugiej strony. Często nie mając nawet świadomości, że to, co się dzieje nie powinno się w ogóle wydarzyć, a dana prośba lub sugestia nie miała prawa paść w jej/jego kierunku.
W jej głowie działa przekonanie:
„Moja wartość zależy od tego, czy inni są zadowoleni”.
Bez zadowolenia, akceptacji ze strony innych, nic nie znaczę albo znaczę bardzo niewiele. Muszę więc robić wszystko, by zasłużyć. Na miłość, na przyjaźń, ale również na dobrą pracę, wyrozumiałość ze strony innych. Często też takie osoby są głęboko przekonane o swojej bezwartościowości lub różnych defektach, z którymi nic się nie da zrobić, choćby bardzo się starały. Niezależnie od tego, co zrobią – wiedzą swoje. Bo przecież dobrze znają tę „prawdę” o sobie.
A co z rodzicami?
Warto zatrzymać się na chwilę i spojrzeć na drugą stronę. Rodzice również są „produktem” internalizacji. W ich głowach często funkcjonują zdania zasłyszane w dzieciństwie:
- „Dzieci i ryby głosu nie mają”
- „Twardym trzeba być”
- „Jak się nie boisz, to się nie nauczysz”
Nawet jeśli świadomie chcą wychowywać inaczej, w trudnych momentach mogą reagować automatycznie:
- podnoszą głos,
- stają się surowi,
- tracą cierpliwość.
Dzieje się tak często dlatego, że „włącza się” coś, co zostało kiedyś głęboko zapisane. Trochę tak, jak bardzo dobrze znana piosenka powtarzana w radiu każdego dnia – rozpoznajemy ją nawet po pierwszych taktach, również wtedy, gdy nie padnie tekst pierwszej zwrotki. „Wiemy” dokładnie, co zawiera refren. Ten refren to często motyw, który towarzyszy nam w relacjach, w pracy, w tym, co dla nas ważne i wartościowe.
Internalizacja w dorosłym życiu.
Internalizacja nie kończy się w dzieciństwie. Ona zostaje z nami i wpływa na różne obszary życia.
Praca i perfekcjonizm.
Ktoś kiedyś powiedział:
„To nie jest wystarczająco dobre”.
Po latach:
- poprawiasz każdy szczegół,
- boisz się oddać projekt,
- masz poczucie, że ciągle robisz za mało,
- wciąż zastanawiasz się, co możesz „ulepszyć”,
- masz w sobie lęk, że nie starasz się, jak pozostali,
- czujesz swoją „niedoskonałość” czy defekt.
Nawet jeśli nikt już tego nie wymaga.
Relacje i poczucie własnej wartości.
Osoba, która zinternalizowała przekonanie:
„Nie zasługuję na więcej”,
może:
- wchodzić w trudne relacje,
- nie stawiać granic,
- brać winę na siebie.
Bo gdzieś głęboko wierzy, że to normalne.
Bo ktoś na długo przed ważną relacją „przekonał” ją, że to ona jest odpowiedzialna za emocje i reakcje innych. Bo ktoś ciężko „pracował” na to, by nie reagować w sytuacji, w której coś jest dla niej przekraczające lub niebezpieczne.
Bo ktoś, używając swojej władzy, poczucia kontroli, a często zawoalowanej przemocy spowodował, że nie dyskutujemy z tymi „czarnymi” myślami, uznając, że to nie ma sensu, a każda porażka czy brak powodzenia, każde napięcie potwierdza nam to, co mówi do nas Wewnętrzny Krytyk.
Dlaczego internalizacja jest potrzebna?
Choć może kojarzyć się negatywnie, internalizacja sama w sobie nie jest czymś złym.
Dzięki niej:
- uczymy się zasad społecznych,
- wiemy, co jest akceptowalne,
- potrafimy funkcjonować w relacjach.
Problem pojawia się wtedy, gdy przejmujemy przekonania, które:
- ograniczają,
- zawstydzają,
- odbierają poczucie wartości.
Jak rozpoznać, co jest „moje”, a co przejęte?
To jedno z najważniejszych pytań w pracy nad sobą. Nie musi być to od razu psychoterapia. Często zaczyna się od spokojnej refleksji o momentach, w których:
- reagujesz bardzo surowo wobec siebie,
- masz poczucie „muszę”, zamiast „chcę”,
- pojawia się silne poczucie winy lub wstydu.
Warto wtedy zapytać siebie:
„Czy naprawdę tak myślę… czy ktoś mnie tego nauczył?”
Często odpowiedź przychodzi szybciej, niż się spodziewamy.
Czy można to zmienić?
Tak. Choć wymaga to czasu i uważności. Pierwszy krok to zauważenie:
- „To nie jest obiektywna prawda”
- „To jest czyjś głos w mojej głowie”
Kolejne kroki mogą obejmować:
- świadome zatrzymywanie automatycznych myśli,
- uczenie się nowych sposobów reagowania,
- rozmowę z kimś zaufanym lub specjalistą,
- budowanie własnych, bardziej wspierających przekonań.
To trochę jak aktualizacja oprogramowania – stare schematy nie znikają od razu, ale można je stopniowo zastępować nowymi. Trochę jak zapisanie po raz kolejny tego samego nośnika danych.
Na koniec.
Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku!
Ważne, byś pamiętał(a), że internalizacja to coś, co dotyczy nas wszystkich. Bo każdy z nas nosi w sobie „głosy” z przeszłości – czasem wspierające, dające siłę i odwagę do mierzenia się z życiem, a czasem mocno krytyczne i raniące nawet po wielu latach.
Najważniejsze jest to, że:
- nie wszystko, co myślisz o sobie, jest prawdą,
- nie każdy wewnętrzny głos jest „Twój”,
- masz wpływ na to, które z tych głosów będą miały znaczenie.
A czasem największą zmianą jest po prostu moment, w którym mówisz do siebie:
„To nie jest mój głos. I nie muszę go dalej słuchać.”
Pozwala też zostawić przeszłość tam, gdzie jej miejsce – w przeszłości.
Zdjęcie: Image by Sherilyn Hawley z Pixabay





