– Jak ty tak, to ja tak.
– Nie będę już więcej z tobą rozmawiać.
– Nie odzywaj się do mnie.
Relacja rodzic–nastolatek jest jedną z najbardziej wymagających relacji międzyludzkich, ponieważ łączy w sobie bliskość emocjonalną, zależność oraz naturalny proces separacji.
Bywa, zwłaszcza, gdy dziecko/nastolatek wkracza w niełatwy okres dorastania i zaczyna zachowywać się w sposób łamiący zasady, że rodzice „obrażają się”, odmawiają kontaktu, twierdząc, że zrobili wszystko, co możliwe, więc teraz piłka jest po stronie nastolatka. Ta „piłka” to często źle rozumiana odpowiedzialność za relację. Kto jest więc za nią odpowiedzialny? Dziecko? Nastolatek? Rodzic? A może to wspólne pole do eksploracji? Nic bardziej mylnego.
Odpowiedzialny jest…
Osobą odpowiedzialną za budowanie relacji rodzic-dziecko-nastolatek jest rodzic. A nie odwrotnie. Dlaczego tak twardo, jednoznacznie piszę o pojęciu odpowiedzialności? Dlaczego, choć w okresie dorastania obie strony doświadczają silnych emocji, to główna odpowiedzialność za jakość i bezpieczeństwo tej relacji spoczywa na rodzicu, czyli osobie dorosłej? Dlaczego to rodzic odpowiada przede wszystkim za ramy relacji: jej ton, granice, bezpieczeństwo emocjonalne oraz sposób rozwiązywania konfliktów?
Bo to nastolatek, a nie dorosły znajduje się w okresie intensywnych zmian biologicznych, poznawczych i emocjonalnych.
Bo to układ nerwowy nastolatka, a nie rodzica, jest w przebudowie, a mechanizmy samokontroli i przewidywania konsekwencji dopiero się kształtują.
Właśnie dlatego to nastolatek często reaguje impulsywnie, skrajnie emocjonalnie lub sprzecznie z własnymi deklaracjami. Po osobie dorosłej spodziewamy się z gruntu innego zachowania, czyż nie? To, że często rodzic wykazuje zachowania podobne, nie oznacza, że taka jest norma w relacji z dzieckiem.
Uczymy się obserwując dorosłych.
Rodzic odpowiada również za modelowanie zachowań. Zgodnie z teorią uczenia się społecznego, nastolatek uczy się nie tyle z deklaracji, ile z obserwacji. Jeśli dorosły nie potrafi przepraszać, przyznawać się do błędu, regulować złości czy słuchać bez oceniania, nie może oczekiwać, że jego/ jej dziecko będzie to robić. Relacja staje się wtedy niespójnym komunikatem: „wymagam od ciebie czegoś, czego sam nie praktykuję”.
Kluczowym obszarem odpowiedzialności dorosłego jest także utrzymanie bezpiecznej więzi, nawet w obliczu buntu i dystansu. Teoria przywiązania jasno pokazuje, że potrzeba bezpiecznej relacji z opiekunem nie znika w adolescencji — zmienia się jedynie sposób jej wyrażania. To rodzic odpowiada za to, by nie wycofywać się emocjonalnie, nie karać ciszą ani nie uzależniać bliskości od „grzecznego” zachowania.
W relacji rodzica z nastolatkiem widać gołym okiem asymetrię.
To rodzic, a nie dziecko ma większą władzę decyzyjną.
To rodzic, a nie dziecko kontroluje zasoby (bezpieczeństwo, finanse itp.).
To rodzic, a nie dziecko posiada bardziej dojrzały układ nerwowy.
To rodzic, a nie dziecko ma większe doświadczenie życiowe i społeczne.
Jest to więc relacja oparta na nierówności w zakresie władzy, odpowiedzialności, dojrzałości emocjonalnej oraz zasobów psychicznych. Z tego powodu odpowiedzialność za jej jakość, bezpieczeństwo i trwałość spoczywa na osobie dorosłej. Dotyczy to zarówno wczesnego dzieciństwa, jak i szczególnie wymagającego okresu dorastania, który bywa błędnie postrzegany jako moment, w którym dziecko „powinno już rozumieć”.
Dziecko – również nastolatek – funkcjonuje w ramach stworzonych przez dorosłego. Oznacza to, że nie może być odpowiedzialne za coś, na co nie ma realnego wpływu.
Fakt biologicznego dojrzewania nie oznacza gotowości do ponoszenia odpowiedzialności za relację z opiekunem. Wręcz przeciwnie – adolescencja jest czasem intensywnej destabilizacji emocjonalnej, a nie stabilizacji. Adolescencja to jeden z największych i najtrudniejszych kryzysów rozwojowych. Rozwojowych, to znaczy takich, które są naturalne i potrzebne.
Wycofywanie się z relacji.
Często czytam i słyszę, że rodzic obraża się na nastolatka, który „już nie chce rozmawiać” i zamyka się w swoim pokoju. Dorosły przestaje więc inicjować kontakt, mówiąc:
– Jak będziesz chciał, to sam przyjdziesz.
Z perspektywy dorosłego może to wyglądać jak szanowanie autonomii, jednak psychologicznie jest to wycofanie się z odpowiedzialności za więź. Nastolatek nie ma narzędzi ani zbudowanego poczucia bezpieczeństwa emocjonalnego, by samodzielnie „odbudować” relację.
Jednym z kluczowych mechanizmów psychologicznych jest nierównomierny rozwój mózgu. U nastolatków struktury odpowiedzialne za emocje (układ limbiczny) są bardzo aktywne, natomiast kora przedczołowa – odpowiadająca za kontrolę impulsów, przewidywanie konsekwencji i refleksję – rozwija się aż do około 25. roku życia. Oznacza to, że reakcje emocjonalne są silniejsze niż zdolność ich kontrolowania, napięcie szybciej przeradza się w wybuch i trudniej o spokojne formułowanie myśli i uczuć.
Przykład?
Nastolatek po złym dniu w szkole na zwykłe pytanie rodzica odpowiada:
– Odczep się ode mnie. Co ciebie to obchodzi?! [można tu również wstawić najróżniejsze słowa powszechnie uważane za obelżywe]
Jeśli dorosły odpowie równie impulsywnie, np.
– Nie będziesz się tak do mnie odzywać!
…dochodzi do eskalacji.
Jeśli jednak rodzic potrafi zatrzymać własną reakcję, nazwać sytuację i odłożyć rozmowę na później, przejmuje odpowiedzialność za regulację emocji w nieciekawej sytuacji. To nie oznacza zgody na przemoc, ale oddzielenie zachowania od wartości dziecka i relacji.
O regulacji emocji.
Dziecko – także nastolatek – uczy się regulować emocje poprzez kontakt z dorosłym, który potrafi zachować względny spokój w trudnych sytuacjach. Oznacza to, że rodzic pełni funkcję „zewnętrznego regulatora” emocji dziecka.
Jeżeli dorosły krzyczy, ironizuje, zawstydza, straszy, ignoruje, to relacja przestaje być bezpieczna, a dziecko traci punkt odniesienia. Odpowiedzialność rodzica polega na tym, by nie obciążać dziecka własną bezradnością emocjonalną.
Przykład?
Rodzic mówi do nastolatka:
– Przez ciebie nie potrafię być spokojny.
– Doprowadzasz mnie do szału!
To bardzo częste przeniesienie odpowiedzialności za emocje dorosłego na dziecko, co zaburza granice i niszczy relację. Dorosły odpowiada za własne reakcje, nawet jeśli są one wywoływane przez trudne zachowania dziecka.
O teorii przywiązania…
Teoria przywiązania Johna Bowlby’ego jasno wskazuje, że dziecko potrzebuje stabilnej, przewidywalnej figury dorosłego, aby prawidłowo się rozwijać. Potrzeba ta NIE ZANIKA w okresie dorastania, choć zmienia swoją formę. Nastolatek może – i często to robi – dystansować się, kwestionować autorytet, prowokować czy odrzucać bliskość. Nie oznacza to jednak, że przestaje jej potrzebować. Wręcz przeciwnie – bunt często jest testem: „czy nadal jesteś, nawet gdy jestem dla ciebie trudny/niemiły/niewdzięczny.
Przykład?
Rodzic mówi do nastolatka:
– Jak tak się zachowujesz, to nie chcę mieć z tobą nic wspólnego!
Dla nastolatka jest to komunikat warunkowej miłości. Odpowiedzialność dorosłego polega na tym, by utrzymać relację mimo trudnych emocji, jasno oddzielając akceptację dziecka od braku zgody na jego zachowanie.
O teorii uczenia się…
Zgodnie z teorią uczenia się społecznego Alberta Bandury, dzieci uczą się poprzez obserwację, a nie instrukcje. Relacja z rodzicem jest pierwszym i najważniejszym „treningiem relacyjnym”.
Rodzic odpowiada za to, że pokazuje, jak rozmawia się w konflikcie, demonstruje, jak przepraszać i brać odpowiedzialność, uczy, że emocje są do przyjęcia, a przemoc – nie.
Jeśli więc rodzic nigdy nie przyznaje się do błędu i „zawsze” ma rację, dziecko uczy się, że relacja opiera się na sile, a nie dialogu. Odpowiedzialność dorosłego polega na tym, by być wiarygodnym wzorem, a nie jedynie egzekutorem zasad.
Odpowiedzialność dorosłego za granice.
Granice są niezbędnym elementem relacji, ale to dorosły odpowiada za ich formę. Granice stawiane z lęku, złości lub potrzeby kontroli niszczą relację, nawet jeśli są „słuszne”.
Przykład?
Rodzic wprowadza zakaz bez rozmowy, a jedyne tłumaczenie, który słyszy nastolatek to:
– Bo ja tak mówię.
To przecież nie jest komunikat mówiący:
– Troszczę się o ciebie. Zależy mi na twoim bezpieczeństwie.
To raczej pokazanie siły i władzy:
– Zrobisz tak, jak ja chcę!
Odpowiedzialność dorosłego polega na tym, by granice były przewidywalne, uzasadnione, połączone z relacją, a nie przeciwko niej.
Relacja to proces.
Podsumowując, chcę jasno podkreślić po raz kolejny: To rodzic jest odpowiedzialny za relację z dzieckiem i nastolatkiem, ponieważ posiada większe zasoby emocjonalne i poznawcze, ma realną władzę i kontrolę nad kontekstem relacji, pełni funkcję regulatora emocji i modeluje zachowanie dziecka/nastolatka, odpowiada za bezpieczeństwo więzi.
Relacja ta nie jest kontraktem między równymi stronami, lecz procesem wychowawczym, w którym to dorosły niesie ciężar stabilności wtedy, gdy dziecko/nastolatek jej nie ma. Próba przerzucenia tej odpowiedzialności na dziecko prowadzi nie do nauki „dorosłości”, lecz do poczucia odrzucenia, winy i zerwania więzi – często na długie lata.
Czym się różni odpowiedzialność od winy.
W tej dyskusji bardzo często mieszają się dwa pojęcia: wina i odpowiedzialność – a to prowadzi do nieporozumień i silnych emocji. Mówienie o odpowiedzialności rodzica za relację z dzieckiem czy nastolatkiem nie oznacza obwiniania rodzica za każde zachowanie dziecka (np. picie alkoholu, palenie, bunt). Odpowiedzialność nie jest oceną moralną, tylko opisem roli i wpływu, jaki ma dorosły w relacji z osobą niedojrzałą rozwojowo.
Nastolatki z definicji:
- testują granice,
- buntują się,
- podejmują ryzykowne zachowania,
- często „niszczą” relację, bo nie mają jeszcze dojrzałych narzędzi emocjonalnych i relacyjnych.
I właśnie dlatego odpowiedzialność za relację spoczywa na rodzicu – dlatego, że to on jest stroną dorosłą, z większą regulacją emocji, perspektywą i możliwością naprawy relacji. Nastolatek nie ma obowiązku dbać o relację. Rodzic – tak.
Odpowiedzialność za relację:
- nie oznacza zgody na wszystko,
- nie wyklucza stawiania granic i konsekwencji,
- nie oznacza kontroli ani „bycia idealnym”.
Oznacza natomiast nieporzucanie relacji emocjonalnie, nawet wtedy, gdy jest trudno, boleśnie, chaotycznie. Oznacza gotowość do wracania po konflikcie, regulowania siebie i inicjowania naprawy – bo dziecko i nastolatek często jeszcze tego nie potrafią.
To stanowisko może brzmieć stanowczo, ale nie jest „wyrocznią”. Jest punktem wyjścia do myślenia o relacji nie w kategoriach: „kto zawinił?”, tylko: „kto ma dziś większą możliwość, żeby coś z tym zrobić?”. A w relacji dorosły–dziecko odpowiedź jest jasna.
I warto dodać jeszcze jedno: fakt, że rodzic jest odpowiedzialny za relację, nie oznacza, że wszystko da się przewidzieć, zapobiec czy „naprawić”. To raczej uznanie realiów rozwojowych niż oskarżenie kogokolwiek.
Niebawem opiszę to, za co odpowiedzialny jest nastolatek.
Obraz: Pexels z Pixabay





