– Powinnaś/powinieneś mu/jej wybaczyć.
– Nie ma sensu tak tego przeżywać.
– Daj sobie z tym spokój.
W codziennym języku wybaczenie bywa często postrzegane jako obowiązek moralny: „powinieneś wybaczyć, żeby poczuć spokój”.
Od wybaczenia do odpuszczenia.
W tradycyjnym rozumieniu wybaczenie oznacza aktywne „przebaczenie” drugiej osobie — uznanie jej winy, przyjęcie jej tłumaczeń lub próbę naprawienia relacji. Nie trzeba być psychologiem, by stwierdzić, że takie podejście może być dla niektórych osób niemożliwe lub wręcz szkodliwe. Próba wymuszonego wybaczenia po doznaniu krzywdy – często trwającej latami – wiąże się z tłumieniem emocji, co zwiększa stres i ryzyko nasilenia napięcia i lęku.
Odpuszczenie natomiast nie wymaga moralnego uzasadnienia ani kontaktu z krzywdzicielem. To wewnętrzna, autonomiczna decyzja, która pozwala uwolnić swoje emocje od kontroli innych osób. W praktyce oznacza to świadome zdecydowanie, że nie pozwolimy, by czyjeś zachowanie dalej rządziło naszymi myślami i emocjami.
Co daje odpuszczenie?
Pozwala zmniejszyć aktywację układu limbicznego, który odpowiada za reakcje emocjonalne. Zamiast trwać w chronicznej złości czy urazie, mózg uczy się „bezpiecznie odpuszczać” sytuacje, na które nie mamy wpływu. Ludzie, którzy trwale pielęgnują urazę, mają wyższe poziomy kortyzolu i ciśnienia krwi. Odpuszczenie działa jak naturalny mechanizm redukcji stresu, bez konieczności kontaktu z krzywdzicielem. Paradoksalnie, nie wybaczając, ale odpuszczając, przejmujemy kontrolę nad własnymi reakcjami. To akt autonomii: to my decydujemy, które emocje będą miały prawo wpływać na nasze życie.
Odpuszczanie często mylone jest z rezygnacją, zaprzeczeniem albo moralnym kompromisem. Tymczasem, aby naprawdę zrozumieć sens odpuszczania, warto najpierw jasno nazwać to, czym ono nie jest. Bo opór wobec odpuszczania bierze się nie z samej idei, lecz z jej błędnych interpretacji.
Odpuszczanie nie jest zaprzeczaniem krzywdzie.
Nie polega na udawaniu, że „nic się nie stało”, ani na minimalizowaniu bólu. Przeciwnie — prawdziwe odpuszczanie może pojawić się dopiero wtedy, gdy krzywda została nazwana, uznana i przeżyta. Zaprzeczanie urazie/krzywdzie prowadzi raczej do jej utrwalenia niż do uwolnienia. To, co niewypowiedziane i nieuznane, wraca w napięciu, objawach psychosomatycznych lub trudnych relacjach. Wraca i ciągnie się często latami…
Odpuszczanie nie jest wybaczeniem na siłę.
Aby odpuścić nie musisz mieć w sobie ani empatii ani zrozumienia, dlaczego ten konkretny człowiek Ciebie skrzywdził. Ba, często, nie jest to możliwe. Nie musisz się „wznosić ponad swoją krzywdę”, by znaleźć wreszcie niepodważalny powód, dlaczego Ciebie to spotkało. Często wymuszone wybaczenie i odpuszczenie jest wymuszone, bo jakoś chcemy się zaadoptować do presji płynącej wprost od znajomych, przyjaciół, rodziny. Odpuszczenie jest odpuszczeniem dopiero wtedy, gdy jest autentycznym, realnym procesem emocjonalnym. Jeśli odpuszczamy w imię dobrej relacji, tego, żeby nie było kłótni czy konfliktów, a nawet w lęku o to, co sobie inni o nas pomyślą, jeśli tego nie zrobimy, dochodzi raczej do tłumienia złości niż do jej regulacji.
Odpuszczanie nie jest pojednaniem.
Nie oznacza odbudowy relacji ani powrotu do kontaktu. Nie jest „nowym rozdziałem” dla krzywdziciela. Ważne jest rozróżnienie między zakończeniem wewnętrznego konfliktu a kontynuowaniem relacji z osobą, która przekroczyła granice. Odpuszczenie może współistnieć z decyzją o trwałym dystansie — i często właśnie wtedy jest najbardziej zdrowe. A więc, nie musi to oznaczać:
– Odpuszczam i daję ci drugą szansę.
ale…
– Odpuszczam i idę dalej bez ciebie.
Odpuszczanie nie jest rezygnacją z granic.
Częstym lękiem jest przekonanie, że jeśli odpuszczę, to pozwolę na dalsze naruszanie siebie. Tymczasem mechanizm jest odwrotny: brak odpuszczenia często utrzymuje nas w emocjonalnym związaniu z krzywdzicielem, podczas gdy odpuszczenie pozwala granice wreszcie domknąć. Granice nie wymagają gniewu, by istnieć.
Odpuszczanie nie jest zapomnieniem.
Bo nie da się zapomnieć tego, co było. Co nas krzywdziło, co nas naruszyło, co nas raniło. „Zdrowa” pamięć nie polega na ciągłym przeżywaniu krzywdy, ale na zachowaniu informacji, które pomagają dokonywać bezpieczniejszych wyborów w przyszłości. Odpuszczenie nie usuwa wspomnień — zmienia ich ładunek emocjonalny.
Odpuszczanie nie jest słabością.
Nie jest kapitulacją ani uległością. Wręcz przeciwnie — wymaga dojrzałości emocjonalnej, odwagi, zdolności regulowania afektu i przeniesienia uwagi z kontroli innych na odpowiedzialność za siebie. To proces, w którym odzyskujemy sprawczość nad własną teraźniejszością, nad naszym „tu i teraz”.
Odpuszczanie nie jest procesem liniowym ani obowiązkowym.
Nie ma jednego momentu, w którym „powinno się” odpuścić. Dla niektórych osób będzie to możliwe po latach, dla innych — nigdy, i to również jest OK. Próba przyśpieszania tego procesu często prowadzi do wtórnego poczucia winy. Bo „powinnam”, bo „muszę”, bo „wypada”, a przeszłości i tego, co stracone nie jesteśmy w stanie odzyskać.
Tak, to prawda, przeszłości nie możemy zmienić ani zapomnieć. Mamy jednak wolność w tym, co zrobimy z tym wszystkim teraz, gdy jesteśmy dorośli, teraz, gdy możemy więcej i bardziej świadomie.
Odpuszczanie nie jest aktem łaski ani „prezentem” wobec drugiej osoby.
To decyzja dotycząca własnego świata wewnętrznego, która nie zmienia przeszłych zdarzeń ani nie unieważnia krzywdy. Modyfikuje jedynie — a może aż — to, ile miejsca przeszłość zajmuje w teraźniejszym życiu. I być może właśnie w tej przestrzeni, między pamięcią a wolnością, każdy musi odnaleźć swoją własną definicję odpuszczania.
Odpuszczenie może przyjmować różne formy:
- Mentalne oddzielenie: wyobrażenie sobie, że krzywdziciel i jego czyny pozostają „poza naszym światem emocjonalnym”.
- Pisanie i spalenie listu do osoby, która (s)krzywdziła: wyrażenie gniewu lub bólu w bezpiecznej formie i symboliczne „puszczenie” go. Symboliczne! Nie wysyłamy więc listu na adres tego/tej, która krzywdziła. Piszemy go i odczytujemy, najlepiej w gabinecie psychologa lub terapeuty.
Ważne jest, aby proces odpuszczania był stopniowy i respektował Twoje tempo. Bo każdy potrzebuje więcej lub mniej czasu. Tu nie ma normy. Tu nic nie „wypada”. Tu nic nie ma swojej ustalonej granicy. Nie ma tu też jednego „prawidłowego” momentu, w którym trzeba odpuścić — liczy się decyzja, że przestajemy dawać krzywdzie władzę nad sobą.
Raz jeszcze:
Odpuszczenie jest więc aktem wewnętrznej wolności, siły, energii, który pozwala odzyskać spokój, regulować emocje i chronić własne granice psychiczne.
Pozwala też zostawić przeszłość tam, gdzie jej miejsce – w przeszłości.
Zdjęcie: Zorro4 z Pixabay





