– Nie jestem dla niej ważna.
– Odsuwa mnie od siebie.
– On/ ona ma mnie w…
Bycie rodzicem często przedstawiane jako relacja oparta na miłości, trosce i naturalnej więzi. Widzimy to np. w reklamach, zwłaszcza tych, które mają nas wprowadzić w podniosły, a jednocześnie „rodzinny” nastrój, np. podczas różnych świąt, celebrowania urodzin, Dnia Dziecka, Dnia Matki. Dużo wtedy widzimy i słyszymy o wdzięczności, podzięce za trud wychowania. Często rodzice przedstawiani są jako Ci, co z uśmiechem przyjmują wszystko, co dotyka ich rodziny. Ciekawe, że jeszcze nie widziałem w tv czy internecie reklamy, gdzie np. to mężczyzna sprząta, myje okna, ale to zupełnie inny temat.
To nie takie proste…
Rzeczywistość jest jednak o wiele bardziej skomplikowana. Wielu rodziców doświadcza sytuacji, w których zachowanie dziecka wywołuje w nich zaskakująco silne emocje, często złość, bezradność, lęk, poczucie odrzucenia, rozczarowanie czy wstyd. Niekiedy, również dla samych rodziców, wydaje się dziwnym, że ich reakcje bywają zupełnie nieproporcjonalne do tego, co dzieje się tu i teraz, np. nastolatka zamyka się w pokoju, a matka przeżywa niemal fizyczny ból odrzucenia. Nastolatek protestuje przeciwko wspólnemu wyjściu, a ojciec reaguje wybuchem gniewu, którego sam później nie rozumie.
Bywa, że relacja rodzica z dzieckiem przypomina taniec. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę, że uczestniczą w tych pląsach nie tylko dwie osoby obecne w danym momencie. Na parkiecie pojawiają się również doświadczenia z dzieciństwa rodzica, jego dawne zranienia, niespełnione potrzeby, a czasem także traumatyczne wspomnienia. To właśnie sprawia, że nie zawsze reagujemy na nasze dziecko. Czasami to reakcja „tu i teraz”, która ujawnia naszą własną przeszłość.
Jeśli w dzieciństwie otrzymywaliśmy wsparcie, przewidywalność i emocjonalną dostępność, świat relacji wydaje się względnie bezpieczny. Jeśli jednak dorastaliśmy w domu pełnym chaosu, nieprzewidywalności, przemocy, uzależnienia lub emocjonalnego zaniedbania, nasz układ nerwowy uczy się czegoś innego.
Uczy się, że bliskość może boleć.
Uczy się, że odrzucenie może nadejść nagle.
Uczy się, że trzeba stale być czujnym.
Uczy się, że w każdej chwili coś może się zmienić.
Uczy się, że bycie blisko to również towarzyszące temu napięcie czy niepokój.
Uczy się, że trzeba robić wszystko, by nie dopuścić do…
Uczy się, że cisza zwiastuje wyłącznie coś niedobrego, trudnego, traumatycznego.
Uczy się, że to JA jestem odpowiedzialna/odpowiedzialny za czyjeś emocje i reakcje.
Uczy się, że w każdej sytuacji muszę zareagować.
A więc, to, co przeżywamy w relacji z dzieckiem czy nastolatkiem jest bardzo podobne do tego, co… sami/same dobrze znamy z własnego dzieciństwa…
do krytyki i onieśmielającego zawstydzenia,
do porównywania z innymi,
do „to przez ciebie”,
do „to twoja wina”,
do „jesteś beznadziejna/y”
do „nigdy się tego nie nauczysz”,
do „jesteś głupi/a”,
Te dawne teksty/ sytuacje nie znikają jednak automatycznie wraz z dorosłością. Mogą odzywać się szczególnie mocno właśnie w relacji z własnym dzieckiem. Szczególnie mocno, gdy dochodzi do różnicy zdań, niezgody, próby wprowadzenia naszych, rodzicielskich zasad.
Dziecko jest bowiem kimś, wobec kogo jesteśmy bardzo emocjonalnie zaangażowani. Jego zachowania mają ogromne znaczenie. A to sprawia, że łatwo uruchamiają się nasze najgłębsze schematy i wspomnienia.
Emocjonalny chłód i odrzucenie.
Wyobraźmy sobie matkę, która dorastała z emocjonalnie chłodną matką. W jej domu nie było przytulania, czułych słów ani zainteresowania przeżyciami dziecka. Jako dziewczynka wielokrotnie doświadczała poczucia osamotnienia.
Pewnego dnia jej pięcioletnia córka wraca z przedszkola. Mama wyciąga ręce, chcąc ją przytulić. Dziewczynka odpowiada:
– Nie teraz.
Po czym biegnie do swojego pokoju. Z perspektywy dziecka może to oznaczać wiele rzeczy. Być może jest zmęczona. Być może potrzebuje chwili dla siebie. Być może jest pochłonięta zabawą. Matka jednak nie przeżywa tego jako zwykłej dziecięcej reakcji. W jednej chwili wraca do dawnego doświadczenia odrzucenia. Czuje ukłucie bólu, napięcie w ciele i smutek. W jej głowie pojawiają się myśli:
– Nie jestem dla niej ważna.
– Odsuwa mnie od siebie.
– Co robię źle?
To właśnie sytuacja, w której aktualne zachowanie dziecka zostaje „połączone” z dobrze znanym doświadczeniem z przeszłości. Emocjonalnie reakcja dotyczy nie tylko córki, ale także dawnej relacji z własną matką.
Nadmierne wymagania.
Wielu dorosłych wychowywało się w atmosferze wysokich wymagań i ciągłej krytyki. Słyszeli wciąż:
– Mogłeś/łaś bardziej się postarać.
– To za mało.
– Inni robią to lepiej.
Takie doświadczenia pozostawiają głębokie przekonanie:
– Nie jestem wystarczająco dobry.
Kiedy więc Twoje dziecko mówi:
– Wolę, żeby tata mnie dziś położył spać.
albo:
– Babcia robi lepsze naleśniki.
… możesz, jako rodzic, przeżyć to jako osobistą porażkę. Bo oprócz preferencji dziecka, słyszy również echo dawnych komunikatów:
– Jesteś gorszy/a.
– Nie wystarczasz.
– Znowu zawiodłeś/łaś.
W rezultacie reagujesz obronnie, urażeniem lub wycofaniem.
Chaos powodujący potrzebę kontroli.
Wielu dorosłych wychowywało się w rodzinach, gdzie jeden z rodziców nadużywał alkoholu. W takich domach często panowała nieprzewidywalność. Dziecko nigdy nie wiedziało, w jakim nastroju wróci tata lub mama. Czy będzie spokojnie, czy dojdzie do awantury. W efekcie rozwija się silna potrzeba kontroli i przewidywalności. Kiedy taki człowiek zostaje rodzicem, może bardzo źle znosić naturalny dziecięcy chaos.
Sześcioletni syn odmawia ubrania się do szkoły.
– Nie założę tej bluzy!
– Ale musimy wychodzić!
– Nie obchodzi mnie to!
Dla wielu rodziców jest to trudna, lecz normalna sytuacja wychowawcza. Jednak rodzic z historią życia w chaosie może odczuwać coś znacznie większego niż zwykłą frustrację. Jego układ nerwowy odbiera sytuację jak zagrożenie. Wewnętrznie może pojawić się doświadczenie:
– Tracę kontrolę.
– Nie dam rady tego opanować.
– Nie poradzę sobie z tym.
To nie bunt sześciolatka jest źródłem całej intensywności emocji. Jest nim dawny lęk przed chaosem, który został aktywowany przez aktualną sytuację.
Bezradność.
Osoby wychowane przez rodziców niedostępnych emocjonalnie często nauczyły się tłumić swoje uczucia. Smutek, lęk czy złość nie spotykały się z zainteresowaniem.Kiedy takie osoby zostają rodzicami, mogą mieć szczególną trudność z emocjami własnych dzieci.
Trzyletni chłopiec płacze, bo złamał się jego ulubiony klocek. Z perspektywy dorosłego problem wydaje się błahy.Mimo to ojciec reaguje irytacją:
– Przestań już płakać.
– To tylko zabawka.
– Nic się nie stało.
Na pierwszy rzut oka wygląda to na brak cierpliwości. Głębiej może jednak kryć się coś innego. Widok płaczącego dziecka przypomina ojcu jego własne dzieciństwo. Przypomina chwile, gdy sam był smutny i nikt nie potrafił mu pomóc. W kontakcie z synem nieświadomie styka się z własną dawną bezradnością. Ponieważ ten kontakt jest bolesny, próbuje jak najszybciej zakończyć sytuację, a więc uciec przed własnym cierpieniem, które właśnie zostało „rozdrapane”.
Nastolatek nie odrzuca rodzica, tylko się rozwija.
Szczególnie często dawne zranienia uruchamiają się w okresie dojrzewania dzieci. Nastolatki naturalnie oddalają się od rodziców. Potrzebują prywatności, autonomii i własnego świata. Jeżeli jednak rodzic nosi w sobie doświadczenie opuszczenia, może interpretować ten proces zupełnie inaczej. Czternastoletnia córka coraz mniej opowiada o swoim życiu. Kiedyś mówiła wszystko. Teraz odpowiada:– W porządku.
– Nic.
– Nie wiem.
Matka zaczyna przeżywać silny smutek. Interpretacja brzmi:
– Już mnie nie potrzebuje.
– Przestaję być ważna.
– Tracę z nią więź.
Tymczasem równie prawdziwa może być inna interpretacja:
– Moja córka rozwija swoją niezależność.
– Sprawdza, kim jest poza relacją ze mną.
– Przechodzi naturalny etap rozwoju.
Te dwie rzeczywistości mogą wyglądać podobnie, ale prowadzą do zupełnie innych emocji i reakcji na nie.
Dwie nakładające się historie.
Relacja rodzica z dzieckiem przypomina taniec dlatego, że nieustannie wpływają na siebie dwie historie. Pierwsza historia należy do dziecka. To jego temperament, potrzeby, emocje i etap rozwojowy.
Druga historia należy do rodzica. To jego doświadczenia przywiązania, dawne rany, sposoby radzenia sobie z emocjami i wspomnienia zapisane w ciele.
Kłopot pojawia się wtedy, gdy obie historie zaczynają się ze sobą mieszać. Wówczas dziecko przestaje być widziane takim, jakie jest naprawdę. Staje się ekranem, na który nieświadomie rzutujemy własną przeszłość.
Jak rozpoznać, że reagujemy bardziej na przeszłość niż teraźniejszość?
Istnieje kilka sygnałów ostrzegawczych.
Po pierwsze, intensywność emocji jest znacznie większa niż sytuacja. Jeżeli zwykła odmowa dziecka wywołuje ogromną rozpacz lub wściekłość, warto zatrzymać się i zapytać:
– Co jeszcze się we mnie teraz poruszyło?
Po drugie, pojawia się poczucie znajomości. Często ludzie mówią:
– To uczucie jest mi bardzo dobrze znane.
– Czułem się tak przez całe dzieciństwo.
Po trzecie, nasze interpretacje są bardzo kategoryczne.
– On mnie nie szanuje.
– Ona robi to specjalnie.
– Jestem dla niego nieważna/y
Takie przekonania często więcej mówią o naszych dawnych doświadczeniach niż o rzeczywistych intencjach dziecka.
Droga do bardziej świadomego rodzicielstwa.
Świadome rodzicielstwo nie polega na tym, by nigdy nie popełniać błędów. Polega raczej na zdolności zauważania własnych reakcji. Na zadawaniu sobie pytań:
– Czy reaguję na moje dziecko, czy na własną historię?
– Czy to na pewno wydarza się między mną a dzieckiem, czy przypomina mi coś z przeszłości? Kto
– Kto nauczył mnie reagować w ten sposób?
– Czy jest jakaś sytuacja z przeszłości, która wywołuje we mnie bardzo podobne lub identyczne emocje
Paradoksalnie, im lepiej poznajemy własne rany, tym mniej obciążamy nimi nasze dzieci. Dzięki temu możemy zobaczyć naszego syna lub córkę jako odrębnych ludzi, którzy zapraszają nas do nowego tańca.
Tańca, w którym nie musimy powtarzać kroków wyuczonych w domu rodzinnym.
Tańca, w którym to my trzymamy „ramę”.
Tańca, w którym to my jesteśmy instruktorami dla naszych dzieci.
Tańca, w którym to one mają przestrzeń na wyrażenie siebie, niezależnie od tego, jakie figury im pokazujemy.
Dzięki temu możemy zatrzymać się, przyjrzeć się własnej historii i świadomie wybrać inny ruch. Właśnie w tym miejscu zaczyna się prawdziwa zmiana międzypokoleniowa.
Bo właśnie w ten sposób przestajemy nieświadomie oddawać dzieciom ciężar przeszłości, interpretować ich zachowanie przez pryzmat tego, co nas spotkało w dzieciństwie. Bo właśnie w ten sposób mamy szansę budowania dla nich i z nimi innego świata, niż ten nasz sprzed lat. Bo ten, który był naszym, nigdy nie należał do nich.
I to, jak sądzę, bardzo dobra wiadomość. Dla nich. I dla Was.
Zdjęcie: magnific.com





