2026-04-16

Pokolenie „płatków śniegu”. Mit czy rzeczywistość?

Od dłuższego czasu w mediach – również z ust psychologów – słychać określenie „płatki śniegu” w odniesieniu do dzieci i nastolatków. Ostatnio czytałem nawet o całym „pokoleniu”. Tak niektóre media określają osoby urodzone w latach 90. XX wieku i na początku lat 2000. Ponoć ta nietypowa nazwa została zaczerpnięta z książki  „Fight Club” z 1996 roku (wydanej w Polsce w tłumaczeniu J. Manickiego pod tytułem „Podziemny krąg” oraz w tłumaczeniu L. Jęczmyka pod tytułem „Fight Club. Podziemny krąg”) amerykańskiego pisarza Chucka Palahniuka, który włożył w usta jednego z bohaterów słowa: 

Nie jesteś wyjątkowy. Nie jesteś pięknym i unikalnym płatkiem śniegu.

Używane jest ono zwykle w kontekście zarzutu o nadwrażliwość, roszczeniowość czy brak odporności psychicznej. Samo wyrażenie snowflake generation („pokolenie płatków śniegu”) zostało uznane przez Collins Dictionary za jedno ze Słów Roku 2016.

Niestety, nie udało mi się dotrzeć do jakichkolwiek badań potwierdzających to, że młodzi ludzie się utożsamiają z tym określeniem. Myślę raczej, że to nazwa dorosłych, którzy jakoś muszą określić w prosty sposób każde pokolenie. „Płatki śniegu” to etykieta, która niesie ze sobą silny ładunek oceniający. I mówi więcej o osobach, które go… używają, niż o tych, do których jest kierowana.

Pisząc o nastolatkach często piszę o tym, że tam, gdzie zaczyna się ciekawość, kończy się jednocześnie ocena. Właśnie dlatego jestem pełen niezgody na to, by o młodych ludziach mówić i pisać jako o „płatkach”. W największym skrócie: ono upraszcza skomplikowaną rzeczywistość, wrzuca wszystkich nastolatków do jednego wora i zamyka drogę do zrozumienia ich trudności, kłopotów czy wyzwań. A tam, gdzie kończy się ciekawość, zaczyna się etykietowanie.

Wygodna, prosta etykieta zamiast rozumienia.

Zamiast zatrzymać się i zapytać dlaczego młody człowiek reaguje w ten lub inny sposób? Z czego wynika jego wrażliwość? Jakie ma doświadczenia?

– sięgamy po gotową narrację, w której każdy nastolatek jest „przewrażliwiony”, „nie radzi sobie”, „jest roszczeniowy”, no i moje ulubione: „kiedyś młodzież była inna”.

Problem w tym, że to nie tylko nie pomaga, ale wręcz oddala nas od realnych przyczyn trudności młodych ludzi. A te są złożone: zmiany społeczne, tempo życia, presja osiągnięć, przebodźcowanie, lęk przed przyszłością – to wszystko tworzy zupełnie inny kontekst dorastania niż ten, którego doświadczyli dzisiejsi dorośli, poniekąd autorzy określenia „płatki śniegu”.

Mechanizmy obronne po stronie dorosłych.

Z psychologicznego punktu widzenia określenie „płatki śniegu” można rozumieć jako przejaw różnych mechanizmów obronnych. Nie są one „złe” – pełnią funkcję ochronną. Niestety, zniekształcają one rzeczywistość, nie oddają całej złożoności okresu dorastania, który sam w sobie jest jednym z największych kryzysów rozwojowych.

Racjonalizacja.
Dorośli mogą tłumaczyć trudności młodych ludzi w sposób uproszczony:
– Są słabsi, bo mają za dobrze.
Taka interpretacja pozwala uniknąć konfrontacji z bardziej niewygodną prawdą – że świat stał się bardziej wymagający emocjonalnie, a my nie zawsze wiemy, jak w nim wspierać młodych. Owszem, gdy młodzi ludzie mają „wszystko”, trudniej im eksplorować, odnajdywać siebie w zmieniającej się rzeczywistości, podejmować wysiłek w celu zrozumienia różnych rzeczy, ale też konfrontowania swojego zdania z tym, co na dany temat mają do powiedzenia inni – ci, którzy się z nim/nią nie zgadzają. To jednak nie jest jedna przyczyna. W psychologii zresztą bardzo rzadko za występującymi trudnościami kryje się wyłącznie jedna przyczyna. To przeważnie wiele różnych, mniejszych i większych przyczyn. Często słysząc wyniki badań dotyczących wypadków lotniczych słyszymy, że to, że doszło do katastrofy było spowodowane łańcuchem nieprzemyślanych decyzji, niedbalstwem, złamaniem procedur… To przecież nie jest jeden powód, a cała ich masa, która wydarzyła się nie tylko na chwilę przed wypadkiem…

Projekcja.
Polega na tym, że przypisujemy innym to, czego sami w sobie nie dopuszczamy do świadomości albo co jest dla nas trudne.
W kontekście relacji z młodymi ludźmi często widać to, gdy np. dorosły mówi:
– Oni są przewrażliwieni…

…. ale sam ma problem z kontaktem z własnymi emocjami.

Ktoś może krytykować nastolatka za „lenistwo”, choć sam zmaga się z wypaleniem lub brakiem motywacji. Rodzic irytuje się na „bunt”, bo sam nigdy nie miał przestrzeni, żeby się buntować i wyrażać sprzeciw. Osoba wychowana w domu, gdzie „nie wolno było płakać”, reaguje złością na dziecko, które otwarcie mówi o smutku. To nie tyle reakcja na dziecko, co na własną, kiedyś stłumioną emocję.

Skąd to się bierze?
Projekcja pozwala uniknąć konfrontacji z trudnymi uczuciami (wstydem, bezradnością, złością). Łatwiej bowiem zobaczyć problem „na zewnątrz” niż uznać go w sobie.

Zaprzeczanie.
Zaprzeczanie polega na odrzucaniu faktów lub ich umniejszaniu, bo są zbyt trudne emocjonalnie.
– Kiedyś nie było depresji, to teraz moda.
– Oni przesadzają, każdy ma trudności.
– To media/ telefon/ komputer, a nie żadne problemy.

Rodzic zaprzeczający problemom, ignoruje objawy lęku u dziecka (np. unikanie szkoły, ataki paniki), tłumacząc je „lenistwem” lub „szukaniem uwagi”, zamiast uznać, że dziecko naprawdę cierpi. Często bierze się to z lęku i bezradności. Jeśli jako rodzic uznam, że problem jest realny (np. depresja u młodych), pojawia się trudne pytanie: czy potrafię pomóc? Zaprzeczanie często chroni przed poczuciem winy („czy coś zrobiłem źle?”), bezsilnością („nie wiem, co zrobić”), konfrontacją z realnym zagrożeniem.

Idealizacja przeszłości.
To tendencja do postrzegania przeszłości jako lepszej, prostszej, bardziej „zdrowej” niż była w rzeczywistości.
– Kiedyś  było gorzej, a radziliśmy sobie znacznie lepiej.
– Myśmy nie mieli takich problemów.
– Nikt się nie rozczulał.

Niektórzy dorośli twierdzą, że dawniej młodzież była bardziej odporna psychicznie, ignorując fakt, że problemy psychiczne były tabu, nie diagnozowano depresji czy ADHD, przemoc w rodzinie czy szkole była normalizowana. Powodów takiej postawy jest co najmniej kilka.
Selektywna pamięć – pamiętamy bardziej to, co potwierdza nasz obraz świata.
Potrzeba porządku – przeszłość wydaje się prostsza, bo już ją „znamy”.
Tożsamość – jeśli „kiedyś było lepiej”, to znaczy, że moje pokolenie było „lepsze”, co daje poczucie wartości.
Brak odpowiedniego języka w przeszłości – wiele zjawisk istniało, ale nie miało nazw (np. depresja była „słabością”, a lęk „fanaberią”).

Jaki jest wspólny mianownik tych mechanizmów?

Wszystkie mają jedną funkcję: chronić psychikę dorosłego przed dyskomfortem.
Bo uznanie, że młodzi naprawdę cierpią, świat się zmienił i jest bardziej obciążający, a my nie zawsze mamy narzędzia, żeby pomóc wymaga zmierzenia się z własnymi ograniczeniami. Dlatego łatwiej przypisać problem młodym (projekcja), zaprzeczyć jego istnieniu (zaprzeczanie), albo powiedzieć, że „kiedyś było lepiej” (idealizacja przeszłości).

Oczywiście, to nie wszystkie mechanizmy obronne, które używamy na co dzień, by radzić sobie z dyskomfortem, lękiem czy napięciem. Jednak według mnie są one najbardziej widoczne, właśnie w kontekście określenia „płatki śniegu”. Popularność tego typu etykiet nie jest przypadkowa. Wspierają ją konkretne mechanizmy społeczne i psychologiczne.

Potrzeba prostych wyjaśnień.

Świat staje się coraz bardziej złożony. W takiej rzeczywistości naturalnie szukamy uproszczeń. „Płatki śniegu” to łatwa odpowiedź na trudne pytania. Na masę trudnych pytań, które krążą w przestrzeni publicznej. Pytań, które powodują lęk, niepewność. Chcąc poradzić sobie z naszym dyskomfortem, chcemy klarownej odpowiedzi. Tak, jak w przypadku wielu innych rzeczy czy zjawisk, które niepokoją.

Polaryzacja pokoleniowa.

Tworzenie podziału „my – oni” (dorośli vs młodzi) wzmacnia poczucie przynależności do własnej grupy. Niestety, odbywa się to kosztem dialogu, próby nawiązania kontaktu z młodym pokoleniem, a także chęcią skonfrontowania naszych „dorosłych” przekonań z tym, co myślą i czują nastolatkowie.

Wpływ mediów i języka debaty publicznej.
Określenia nacechowane emocjonalnie szybko się rozprzestrzeniają – są chwytliwe, wyraziste, łatwe do powtarzania. Z czasem zaczynają funkcjonować jako „oczywistość”, coś, z czym się nie dyskutuje. Tak po prostu JEST.

Lęk przed zmianą.

Zmieniają się normy społeczne, sposób komunikacji, podejście do emocji. Dla wielu osób to trudne. Krytyka młodego pokolenia bywa próbą odzyskania poczucia kontroli w świecie, który się zmienia.

Wrażliwość nie jest słabością.

Jednym z największych nieporozumień jest utożsamianie wrażliwości ze słabością. Tymczasem wrażliwość to zdolność do odczuwania, reagowania, budowania relacji. To fundament empatii.

Młodzi ludzie częściej mówią dziś o swoich emocjach dlatego, że mają coraz częściej przyzwolenie. I to jest zmiana w dobrą stronę. Oczywiście, sama wrażliwość nie wystarczy – potrzebne są także kompetencje radzenia sobie z emocjami, zarządzania nimi, odporność psychiczna. Ale tych rzeczy się uczymy. Możemy się ich uczyć przez relacje z innymi ludźmi, przez to, że otaczający nas inni dorośli dają nam czytelne sygnały, że będą wspierać. Krytykując, etykietując nie zmniejszamy dystansu do młodych ludzi, a raczej zatrzymujemy się w pół drogi, zostawiając nastolatki na pastwę ludzi, którzy korzystają na tym, często chcąc skrzywdzić lub wykorzystać… Czy naprawdę stać nas na to? Czy chcemy przez swoja postawę ułatwić działanie przestępcom, ludziom złym, którzy mogą bardzo długo, np. w internecie rozmawiać z nastolatkiem, dając złudne poczucie bliskości i zrozumienia? Przestępcom zależy przede wszystkim na zbudowaniu zaufania, nici porozumienia z młodym człowiekiem. Bo to otwiera drogę do innych działań, które krzywdzą, często powodując, że młody człowiek, np. pod presją szantażu robi coś, czego wcale nie chce…

Żaden nastolatek, który wie, że jest kochany i akceptowany nie uwierzy w zapewnienia anonimowego człowieka, że jest wyjątkowy.
Żaden nastolatek, który wie, że może rozmawiać z rodzicami o wszystkim nie nabierze się na to, by nikomu nie mówić o relacji internetu.
Żaden nastolatek, który ma zaufanie do rodziców nie złapie się na zapewnienia anonimowego człowieka, że tylko „z nim może rozmawiać o dorosłych sprawach”.

Co więc tracimy, używając tej etykiety? Kiedy mówimy o młodych „płatki śniegu”, tracimy kilka ważnych rzeczy:

  • ciekawość – przestajemy pytać i słuchać,
  • relację – pojawia się dystans i niezrozumienie,
  • wpływ – trudno wspierać kogoś, kogo się ocenia,
  • odpowiedzialność – przenosimy ją wyłącznie na młodych.

A przecież rozwój dziecka czy nastolatka zawsze odbywa się w relacji z dorosłym.

Zamiast etykietowania warto pytać.

Znacznie bardziej pomocne jest inne podejście. Zamiast mówić o tym, że dzisiejsi młodzi są „zbyt wrażliwi”, warto zapytać:
– Co stoi za tą reakcją?
– Czego ten młody człowiek teraz potrzebuje?
– Jak mogę mu pomóc zbudować zasoby, zamiast go oceniać?

Tak właśnie buduje się zdrowe granice w sposób, który nie niszczy relacji.

Określenie „płatki śniegu” może wydawać się niewinne, ale niesie ze sobą realne konsekwencje. Upraszcza, ocenia, oddala. A młodzi ludzie – i to się nie zmienia na przestrzeni kolejnych pokoleń – potrzebują przede wszystkim tego, by ktoś spróbował ich zrozumieć. Być może zamiast zastanawiać się, czy są „za bardzo wrażliwi”, warto zapytać:
– Czy my, jako dorośli, jesteśmy wystarczająco uważni, by tę wrażliwość zobaczyć i dobrze na nią odpowiedzieć.

Zdjęcie: Gerd Altmann z Pixabay

Świat przez obiektyw

Formularz zapisu na warsztaty

Rodzicielstwo
z uważnością
i współczuciem

Formularz zapisu na kurs

Kurs życia opartego na uważności

Formularz zapisu na kurs

Przyglądam się sobie

Formularz zapisu na warsztaty

Sklejam i zmieniam

Formularz zapisu na warsztaty

Kurs życia opartego na uważności

Formularz zapisu na kurs online

Grupa wsparcia dla rodziców nastolatków w kryzysie

Formularz zapisu

Pokolenie „płatków śniegu”. Mit czy rzeczywistość?
Ta strona używa ciasteczek. Korzystając z tej strony, akceptujesz naszą politykę prywatności.
Dowiedz się więcej